Rolnikom też wiatr w oczy
Kiedyś nierzadko mówiło się, że rolnik śpi, a jemu rośnie. Tymczasem prawda jest taka, że rolnik rzadko śpi i aby jemu rosło musi na to ciężko zapracować. Za komuny rolnik najczęściej pracował na państwowym; pgr-y, spółdzielnie rolnicze, kółka rolnicze, gs-y, rzadko za to pracował na swoim. Jak pracował na państwowym, to raczej nie przejmował się wynikami produkcyjnymi, na swoim dbał o każdy metr zasianej ziemi. W peerelu rolnictwo nie było oczkiem w głowie ówczesnych władz, dla nich najważniejsze było wtedy górnictwo. Rolnikom wiatr wiał zawsze w oczy, przynajmniej tym nie podporządkowanym. Ale pamiętamy doskonale czasy, kiedy pierwszy sekretarz najwyższej w państwie polskim partii, odwiedzał od czasu do czasu gospodarstwa rolne. Nawet te indywidualne. Najczęściej takimi wybrańcami losu byli rolnicy, oczywiście partyjni, specjalizujący się, na przykład w hodowli bydła bądź trzody chlewnej. Wówczas lokalne władze ściągały do gospodarstwa takiego rolnika najwyższej jakości okazy z całej okolicy, tak, aby pierwszy sekretarz był zadowolony. I był, tylko nie gospodarz! Takie kiedyś było „orłelowskie” spojrzenie nie tylko na polskie rolnictwo, ale również na cale państwo polskie. Taka nowomowa.Warto w tym miejscu podkreślić, że w tamtym okresie rząd również kredytował polskie rolnictwo i rolnicy mogli z takich pożyczek bankowo-państwowych skorzystać. Byli to jednak wybrańcy, którzy popierali jedyną i słuszną linię partii. Dzisiaj już kredytowanie rolnictwa opiera się na zupełnie innych zasadach. Pomijając już fakt, że od chwili wejścia Polski do Unii Europejskiej, polscy rolnicy mogą liczyć na dofinansowania unijne, to również banki otworzyły swoje kasy na kredytowanie polskiego rolnictwa. Rolnicy mogą się teraz starać o kredyty inwestycyjne, kredyty na rozwój swoich gospodarstw rolnych, na zakup zwierząt hodowlanych oraz zakup ziemi. Czy mimo tego rolnicy są zadowoleni? Ależ skąd. Nadal za małe są subwencje, dopłaty, kredyty, pomoc państwa. Rolnikowi nadal wiatr wieje w oczy, przynajmniej takie jest jego zdanie, chociaż już nie musi popisywać się przed władzami swoimi osiągnięciami produkcyjnymi. Władze same rozliczą go z pobranej unijnej kasy i jeżeli jest nielegalnie wynegocjowana z pewnością rolnik ją zwróci. Są to jednak skrajne przypadki, najczęściej bowiem rolnicy uczciwie starają się gospodarzyć. Pomagają im w tym nie tylko dopłaty unijne, ale przede wszystkim polskie kredytowanie rolnictwa. I tego niech się polscy rolnicy trzymają.
ryszard